Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Media są pełne informacji o katastrofalnych skutkach zmian klimatu. Działalność człowieka zmienia świat.

 Co jest mitem, a co faktem? I czy możemy to zweryfikować?

 

 Mamy do czynienia z ociepleniem, oziębieniem, czy wszystko to ściema?

 Ponad wszelką wątpliwość średnia temperatura na Ziemi się zmienia. Dowodzą tego pomiary wykonywane od lat, jak też informacje pochodzące z historii – choćby o uprawach roślin, których obszary przesuwały się to na północ, to na południe, w zależności od ciepłych bądź chłodniejszych okresów.

 Od kilkudziesięciu lat średnia temperatura na Ziemi systematycznie rośnie. To fakt. Tak więc niezależnie od tego, co będzie w przyszłości, obecnie mamy do czynienia z ociepleniem klimatu.

 Co będzie za lat kilka, kilkadziesiąt czy kilkaset – to czyste spekulacje. Jeden potężny wybuch wulkanu może mieć ogromny wpływ na klimat na całej planecie.

 Można jednak zaobserwować tendencję do zmian w określonym kierunku.

 Okresy ociepleń i oziębień są czymś naturalnym, nie ma się czym przejmować – twierdzą niektórzy, nie wierząc w możliwości poważnych zmian na Ziemi.

 Wszelkie poważne zmiany klimatu mają wpływ na procesy życia.

 Należy zdać sobie sprawę, że w miarę ubywania lodów na Ziemi wzrost średnich temperatur będzie coraz gwałtowniejszy. Lód pobiera wiele ciepła, zanim zamieni się w wodę (ciepło topnienia), a przyrost temperatury długo nie następuje lub jest nieznaczny. W miarę ubywania lodu absorbowane ciepło powoduje przede wszystkim wzrost temperatury wód, zaś proces ten przyspiesza również ze względu na zmniejszanie białych obszarów lodu i śniegu, odbijających promieniowanie.

 Nie oznacza to, że nie będzie już mrozów ani śniegu – ocieplenie nie następuje w ciągu kilku lat, mogą następować wahania średniej temperatury, krótkotrwałe oziębienia. Ale jedna czy dwie srogie zimy to za mało, aby wnioskować, że zmienia się ogólna, wieloletnia tendencja.

 

Topniejące lody spowodują podniesienie się poziomu oceanów i zalanie wielu obszarów lądów – bzdura czy prawda?

 Na pewno topnieją pokrywy lodowe na Ziemi, to fakt – zarówno na północy, jak i na południu. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zmniejszyły się lodowce w górach. To też fakt, łatwy do zaobserwowania.

 Czy zamiana lodu w wodę spowoduje podniesienie się poziomu oceanów i mórz?

 Zróbmy proste doświadczenie: wrzućmy do szklanki kilka kostek lodu i nalejmy wody do zaznaczonej wcześniej kreski. Obserwujmy, czy poziom wody podniesie się po roztopieniu lodu. Jeśli ktoś w miarę uważał na lekcjach fizyki w szkole, bez wykonywania tego doświadczenia wie, że poziom się nie podniesie – o tym mówi prawo Archimedesa.

 Roztopienie lodów z gór lodowych na oceanach i pływających pokryw lodowych nie podniesienie ani o centymetr poziomu wód! Zaskakujące?

 Inaczej wygląda sprawa z lodowcami na obszarach lądów. Co z Antarktydą? Grenlandią? Lód pokrywający olbrzymi obszar lądu, po stopieniu w wodę i spłynięciu do oceanu, zwiększy ilość wody - inaczej niż ten pływający.

 Ponadto masa lodu zalegająca na Antarktydzie czy Grenlandii swoim ciężarem „wciska” ląd w głąb. Czy po uwolnieniu się od tego balastu ląd w tych miejscach podniesie się? Geolodzy twierdzą, że tak.

 Czy spowoduje to odsłonienie się nowych obszarów, „rozepchanie” wód oceanów i tym samym podniesienie ich poziomu?

 Wszystko wskazuje na to, że taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny. Aby podwyższenie antarktycznego lądu nie spowodowało podniesienia poziomu wód, gdzieś musiałoby się zrobić dla tych wód miejsce – taki nowy dołek w oceanie. Można sobie wyobrazić taką możliwość, spowodowaną wypiętrzaniem lądów uwolnionych od lodu. Wiązałoby się to z ogromnymi przemieszczeniami w skorupie ziemskiej, a co za tym idzie – katastrofami odczuwalnymi w skali globu.

 Woda z lodowców górskich też zwiększy ilość wody w oceanach.

 Czy zatem czarny scenariusz zalewania niżej położonych, zamieszkanych obszarów lądów jest prawdopodobny?

 Z obserwowanych zmian wynika, że taka możliwość istnieje.

 

Klimat stanie się bardziej wilgotny, czy bardziej suchy i gorący?

 Może dojść do większego zróżnicowania obszarów Ziemi pod względem klimatycznym, o trudnej do przewidzenia skali, a także do nasilenia gwałtownych zjawisk, jak huragany, powodzie, trzęsienia ziemi lub fale tsunami.

 Woda z oceanów, mórz, jezior i rzek będzie intensywniej parować, bo przecież będzie cieplej. Może zwiększyć się ilość opadów, ale też zachmurzeń.

 Z kolei wielkie obszary, do tej pory zielone, na skutek wzrostu temperatury mogą zamienić się w pustynie, nad którymi nie będzie chmur i opadów.

 

Co to jest efekt cieplarniany?

 Promieniowanie słoneczne docierające do Ziemi ogrzewa jej powierzchnię. Jeśli nie nastąpi oddanie ciepła w przestrzeń przez wypromieniowanie go, temperatura na powierzchni będzie się podnosić.

 Wykorzystujemy to w szklarniach. A w atmosferze rolę czynnika utrudniającego wypromieniowanie nadmiaru ciepła pełni między innymi dwutlenek węgla CO2.

 Powstaje nieustannie w procesach oddychania zwierząt i ludzi oraz jest wykorzystywany (asymilowany) przez rośliny. Jest produktem procesów spalania, a więc również wytwarzania energii z paliw. Jego nadmiar w powietrzu, poza możliwością przyczyniania się do zatrzymywania ciepła przy powierzchni Ziemi, zdecydowanie szkodzi człowiekowi i zwierzętom.

 Ekolodzy podnoszą alarm – według nich ilość CO2 w atmosferze rośnie znacząco właśnie na skutek działalności gospodarczej ludzi.

 

Czy człowiek rzeczywiście może mieć wpływ na cały ekosytem planety?

 Nie brakuje głosów, że nie może.

 Jednakże rozsądek i obserwacja tego, co się dzieje dookoła, a także uważna lektura opracowań, każe potwierdzić, iż wpływ ludzi na planetę już jest bardzo wyraźnie widoczny.

 Według wielu poglądów, bardziej wpływa na zmiany klimatu wyrąb lasów, niż wydzielanie CO2 w elektrowniach i fabrykach. Powoduje też rozchwianie równowagi ekosystemu o trudnych do określenie skutkach.

 Wspomnieć tu należy o tak zwanym

 „efekcie motyla”,

 czyli o zjawiskach, w których mała zmiana na początku powoduje ogromne zmiany na końcu procesu. Można sobie wyobrazić, że ruch skrzydeł motyla może zapoczątkować ciąg wydarzeń, który spowoduje huragan na drugiej półkuli.

 Właśnie ze względu na niesłychanie trudne do uwzględnienia, na pozór drobne czynniki wpływające na zmiany pogody i klimatu tak ciężko jest o nieomylną prognozę.

 

Jakie będą skutki ocieplenia klimatu?

 Z jednej strony zalanie pewnych obszarów, z drugiej – pustynnienie innych. Przesunięcie się granic upraw roślin i utrudnienie dostępu do wody pociągnie za sobą wielkie migracje ludności.

 Gwałtowne burze, huragany, powodzie mogą występować coraz częściej, co ma też wpływ na rolnictwo.

 Nie ma najmniejszych szans na spowolnienie dążenia ludzi do wygodniejszego życia. Można za to i wręcz konieczne jest działanie w kierunku wyhamowania i zmniejszenia wpływu cywilizacji na niekorzystne zjawiska. Jeżeli możemy zahamować produkcję CO2, a także wielu innych szkodliwych produktów, powinniśmy to robić.

 

Czy nawoływanie do działań proekologicznych to tylko walka o pieniądze?

 Oczywiście, że działania zmierzające do „odtrucia” planety kosztują. Tym, którzy twierdza, że to wszystko ściema i chodzi tylko o pieniądze, radzę się zastanowić, dlaczego ludzie wolą mieć czysto w domach? Po co kupujemy odkurzacze, pralki? Czy dbałość o czystość i zdrowe życie ma ograniczać się tylko do progu domu?

 Podobnie, jak produkcja odkurzaczy jest zyskowna i nikt nie każe ich rozdawać za darmo, tak również prace na rzecz środowiska powinny być nagradzane.

 Nacisk na bardziej czyste i zdrowe technologie jest konieczny. Nie hamuje to postępu, a wręcz przeciwnie – prowadzi do polepszenia życia.

 Albo poniesiemy koszty „czystości świata”, albo utoniemy we własnym brudzie.

 Czy to, że komuś może zależeć na tradycyjnej, bardziej uciążliwej produkcji właśnie ze względu na koszty, to nie jest też walka o pieniądze? Łatwo jest wyciąć i sprzedać las.

 Albo zapłacimy za postęp w technologii (choćby przykładowe lepsze odkurzacze), albo zapłacimy zdrowiem i życiem za zniszczenie ekosystemu, którego częścią jesteśmy.

 „Planeta sobie poradzi” - tak twierdzą ci, którzy uważają, że wszelkie te słowa o ociepleniu i katastrofach to tylko puste gadanie.

 Nie potrafimy powiedzieć, że działalność człowieka zasadniczo wpływa na klimat, oraz jak znaczący ten wpływ jest – ale utrzymywanie, że na pewno nie wpływa, jest wróżeniem z sufitu.

 Zatem lepiej ograniczać negatywne wpływanie do minimum, szczególnie, jeśli ewidentnie działa to na bezpośrednie otoczenie.

 Czy po ograniczeniu emisji spalin przez samochody, a także po upowszechnieniu przeróżnych filtrów i oczyszczalni, nie oddycha się nam łatwiej, szczególnie w miastach? Oczywiście, że tak! Nie trzeba do tego skomplikowanych i kosztownych badań, wystarczy wiedzieć, jak było dwadzieścia albo trzydzieści lat temu.

 Tak, planeta zapewne sobie poradzi i nie zniknie. Ludzkość – może sobie nie poradzić.